18 lut Poruszający list 14-letniej Cynthii, który pokazuje do czego doprowadza polityka gender w szkołach
Apelujemy o Państwa pomoc i wsparcie finansowe, bez którego nie jest możliwa nasza działalność. Nr naszego konta: 49 1540 1287 2001 0000 0664 0001
Będziemy ogromnie wdzięczni za wszystkie, nawet najmniejsze wpłaty. Utrzymujemy się wyłącznie dzięki Darczyńcom! Twoje 10, 20, 30 zł pozwoli nam nadal działać! Prosimy zwłaszcza o stałe wpłaty, które wykorzystamy m.in. na przygotowanie materiałów w poniższym obszarze.
Poznaj poruszający LIST 14-LETNIEJ Cynthii z Wielkiej Brytanii, który obrazuje, jak wygląda obecnie sytuacja w brytyjskich szkołach i co grozi także w Polsce.
Dziękujemy bardzo organizacji Transgender Trend za umożliwienie tłumaczenia i przedruku. Oryginał ze strony: LINK.
„30 listopada 2022 r.
Cynthia” to pseudonim, którego celem jest ochrona tożsamości 14-letniej dziewczynki, która napisała do nas tę relację z indoktrynacji ideologią gender w swojej szkole publicznej w Wielkiej Brytanii.
Można by oczekiwać, że szkoły będą miejscem edukacji, ale dziś bardziej przypominają indoktrynację. Większość polityków, rodziców i nauczycieli jest kompletnie nieświadoma tego, co dzieje się tuż pod ich nosem – albo, co gorsza, wiedzą, ale są zbyt tchórzliwi, by cokolwiek zrobić.
Więc to ja przedstawię swoje świadectwo o tym, jak szkoły promują urojenia, sprzyjają regresywnemu aktywizmowi politycznemu i promują skrajne i dogmatyczne ideologie. Wierzcie lub nie, ale to wydaje się dziać w każdej brytyjskiej szkole średniej, a ja widziałam to na własne oczy. Jestem czternastoletnią dziewczyną i to jest moje świadectwo o infiltracji ideologii gender w szkołach, w tym w mojej.
Nie wahali się zacząć głosić aktywizmu politycznego i zaczęli to robić już w siódmej klasie – w ramach lekcji wychowania fizycznego i społecznego musieliśmy napisać „Ślubowanie” wobec uczniów LGBTQIA+ i obejrzeć w klasie film o tym, co należy, a czego nie należy mówić osobom LGBTQIA+. Potem mieliśmy kolejną lekcję, na której słowo „butch” zostało określone jako „obraźliwe” i „transfobiczne obelgi” – mimo że jest to słowo używane do opisania męskiej lesbijki. To nie jest obelga i nie ma nic wspólnego z byciem „transfobicznym”. W tym roku – jestem w dziesiątej klasie – mieliśmy kolejne spotkanie, na którym również potępiono słowo „butch” jako obelgę. Tym razem miałam odwagę porozmawiać o tym z nauczycielem – który szybko zbagatelizował moje obawy i po prostu powiedział, że po prostu stosują się do wytycznych Rady Hrabstwa.
Na korytarzu znajdowała się wystawa z kilkoma „flagami dumy” i wymyślonymi etykietami, w tym „płynna płeć”, „transpłciowy”, „niebinarny”, „panseksualny”, „poliseksualny”, „półchłopiec”, „półdziewczyna”, „osoba queer” i innymi. W siódmej klasie uczestniczyłam w konkursie debat w naszej szkole i poproszono nas o podanie imienia i preferowanych zaimków, zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć. W bibliotece mieliśmy wystawę z transpłciową książką propagandową „Beyond Magenta”, która jest skrajnie niestosowna i zawiera treści o charakterze seksualnym. Książka ta znajdowała się w bibliotece, gdzie 11-latkowie mogli ją czytać bez zadawania pytań i bez ograniczeń wiekowych. Na szczęście moja mama i ja napisaliśmy do szkoły i usunęliśmy wystawę książek o charakterze seksualnym i flagi dumy. Potem usłyszałam od znajomej, że uczęszczała na zajęcia w klubie lunchowym o nazwie „Równość”. To grupa organizowana przez bibliotekarkę, w której uczestniczy w sumie około piętnastu osób, wszystkie to dziewczyny (choć niektóre identyfikują się jako „transpłciowe”). Byłam zainteresowana, [więc] zdecydowałam się pójść, ale nie tego się spodziewałam. Nie chodziło o równość i prawa, tylko o jawny aktywizm polityczny – a na moim pierwszym spotkaniu promowano wyłącznie ideologię gender. Próbowali wysłać ankietę do wszystkich uczniów, w tym jedenasto- i dwunastolatków, w której pytano ich o zaimki, wymyślano „płcie”, czy są LGBTQIA+, czy nie, i zadawano inne nurtujące pytania, które poruszały poważne kwestie bezpieczeństwa i były ewidentnie politycznie nastawione na ideologię gender. Mówiono o zorganizowaniu protestu – nie wiem, przeciwko czemu – a także o „odznakach zaimków”, „odznakach flag dumy” i „odznakach tożsamości płciowej”.
Niedługo potem zostałam dodana do czatu grupowego Równości i tak jakoś jest jeszcze gorzej, niż myślałam. Było [tam] ponad 900 wiadomości o oglądaniu pornografii i paleniu trawki, linki do „fanfic” i „pornografii z Harrym Potterem”, zdjęcia manekinów o charakterze seksualnym i wiele innych. To czat grupowy klubu oficjalnie zorganizowanego i uznanego w szkole, a NAUCZYCIELE polecali go uczniom ósmej klasy – dwunastolatkom i trzynastolatkom. Młodsza koleżanka z ósmej klasy powiedziała mi, że jej wychowawczyni namawiała dzieci z jej grupy do uczestnictwa w spotkaniach Równości i dołączenia do klubu.
Czat grupowy to nienadzorowana, otwarta amerykanka, bez żadnych środków bezpieczeństwa, a na spotkaniach w porze lunchu rzadko pojawiają się nauczyciele.
Był też inny klub promujący ideologię gender – „Klub LGBTQ+”. Za pierwszym (i jedynym) razem, gdy tam byłam, zostałam tylko jakieś trzydzieści sekund, po czym pospiesznie wyszłam. Kiedy weszłam, wszystkie obecne dzieci (powiedziałabym, że było ich około piętnastu do dwudziestu – większość młodszych dzieci, większość stanowiły dziewczynki) siedziały przy stołach, a na czele sali stało troje nauczycieli. Zachęcani przez nauczycieli chodzili po sali, wymieniając swoje zaimki (np. „oni/ich”, jak mówili niektórzy uczniowie) i seksualność (np. „aro ace” i „pansexual”). Jak wspomniałam, zostałam tylko pół minuty, zanim wymówiłam się odrabianiem prac domowych i wyszłam. Myślę jednak, że jest jasne, że klub, który promuje skrajną i dogmatyczną ideologię polityczną i pozwala małym dzieciom otwarcie mówić, z kim lubią uprawiać seks, budzi poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa; to po prostu rażąca indoktrynacja.
Oczywiście, to wszystko są poważne problemy, ale mam naprawdę mieszane uczucia. Jestem najnowszym członkiem grupy dyskusyjnej Równości i jeśli publicznie się temu sprzeciwię, prawdopodobnie dowiedzą się, że to ja, zwłaszcza że wyraziłam niechęć do określenia „partner przy porodzie”, które mogli odebrać jako „transfobiczne”. To naprawdę trudna sytuacja. Jeśli nic nie zrobię, problemy z moim bezpieczeństwem będą się powtarzać, ale jeśli coś powiem, zostanę wykluczona jako zdrajca, „transfob” i „TERF”, jeśli zorientują się, kim jestem. I martwię się, że jeśli zgłoszę to do szkoły, to tylko zamkną czat, zatrzymają ideologiczną grupę aktywistów i będą promować tę okropną ankietę.
Boję się mówić otwarcie, ponieważ istnieje skrajna wrogość wobec każdego, kto nie popiera ideologii gender; to brzmi jak sekciarstwo. Zauważyłam falę nienawiści wobec „transfobów” w postaci komentarzy moich znajomych, uwag o osobach, których nie lubią, w tym „Nienawidzę każdego, kto popiera J.K. Rowling”, „Chciałabym udusić transfobów liną”, „Chciałabym, żeby J.K. Rowling i wszyscy transfobowie padli trupem” i tym podobne.
Była nawet petycja o zwolnienie naszego przewodniczącego klasy, ponieważ najwyraźniej zachowywał się „transfobicznie”. Z tego, co rozumiem, powodem był zakaz rozbierania się uczniów płci męskiej z dziewczętami w szatniach na WF. Po lekcji podszedł do mnie inny uczeń i poprosił, żebym zgłosiła nauczyciela na kolejnym posiedzeniu Rady Klasy za „transfobię”. Moi znajomi wydają się absolutnie pewni, że istnieje JEDEN punkt widzenia, który każdy powinien podzielać, i że każdy, kto go kwestionuje, musi być zatwardziałym transfobem.
Moi znajomi nie wiedzą, że nie zgadzam się z ideologią gender, a ja boję się powiedzieć cokolwiek, co jest sprzeczne z przyjętymi normami, boję się, że stanę się celem ataku. Słyszałam, co działo się z dziewczynami w innych szkołach, gdy zabierały głos – weźmy na przykład „Kate”, która została opluta i nękana, a potem sama się okaleczyła po tym, jak koledzy z klasy zaczęli ją dręczyć mówiąc „z szacunkiem się nie zgadzam” osobie, która poruszała temat „praw osób transseksualnych”. Mam wrażenie, że w mojej szkole panuje DOKŁADNIE taka sama atmosfera i generalnie mamy do czynienia z masową radykalizacją dzisiejszej młodzieży na rzecz nienawistnej ideologii, która faworyzuje seksistowskie, regresywne stereotypy kosztem biologicznej prawdy.
Mam przyjaciół „trans” i „niebinarnych” i kocham ich nad życie, ale jeśli dowiedzą się, że nie zgadzam się z ideologią gender, nie mam wątpliwości, że mnie porzucą (i prawdopodobnie odwrócą się ode mnie) w mgnieniu oka. Istnieje kultura absolutnej nietolerancji wobec jakiegokolwiek poglądu odbiegającego od politycznie poprawnej normy i jest ona wyraźnie obecna w mojej szkole. Więc po prostu potulnie się zgadzam i kiwam głową, podczas gdy moi przyjaciele rozwodzą się nad tym, że mężczyźni mogą mieć szyjki macicy; dlaczego „partnerka porodowa” jest akceptowalnym zamiennikiem słowa matka; dlaczego tak naprawdę nie ma powodu, aby uprawiać sport jednopłciowy; dlaczego „neopronouns to przyszłość!”; dlaczego J.K. Rowling jest „transfobiczną TERF”, która zasługuje na śmierć itd., ponieważ panicznie boję się mówić otwarcie.
To właśnie ich jadowita postawa, pełna całkowitej nietolerancji i nienawiści, sprawia, że tak trudno mi znaleźć odwagę, by powiedzieć „Nie zgadzam się”. Zazwyczaj unikam sformułowań typu „to sekta!”, ale tak właśnie to wygląda; jakbym był jedyną osobą, która nie należy do sekty.
Kiedy poszłam do szkoły średniej, poznałam dziewczynę, którą będę nazywać „Kelly”. Jedenastoletnia Kelly identyfikowała się już jako osoba „transpłciowa” i „panseksualna” i wkrótce odmówiła korzystania z odpowiedniej szatni, nalegając, aby inne dziewczęta zwracały się do niej zaimkami „on/jego”. Widziałam, jak szkoła pozwoliła jej zmienić imię z Kelly na imię męskie w rejestrze szkolnym i zwolniła ją z obowiązku korzystania z szatni dla dziewcząt.
Na ramionach, twarzy, dłoniach i szyi Kelly widać blizny po samookaleczeniach. Często musi brać zwolnienia od nauki z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym. Wielokrotnie mówiła o odebraniu sobie życia i opowiedziała mi, jak wcześniej próbowała popełnić samobójstwo. Wydaje mi się, że trzyma w torbie żyletki. Galeria w jej telefonie jest pełna zdjęć jej zakrwawionych i pociętych ramion – widziałam to na własne oczy, a blizny są bardzo widoczne. Nie sądzę, aby psychicznie niestabilne, samookaleczające się dziecko powinno mieć utwierdzone w urojeniach, że jest chłopcem; myślę, że lepiej byłoby leczyć choroby psychiczne, niż je wspierać. A „przemiana społeczna”, w której szkoła pomaga jej i innym dzieciom, stawia ją na drodze do zmieniających życie leków i nieodwracalnych operacji, które trwale oszpecą jej ciało. Kelly stwierdziła, że ma dysforię na temat swoich piersi.
Odkąd Kelly „ujawniła się jako osoba transpłciowa” w siódmej klasie, prawie każda inna dziewczynka z jej grupy przyjaciół zadeklarowała fikcyjną tożsamość, wybierając nowe imiona, nowe zaimki i nowe „tożsamości płciowe”, takie jak „płynna płeć” czy „osoba niebinarna” i tym podobne. Wkrótce inne dzieci z różnych roczników zaczęły przyjmować zmyślone „tożsamości”, a zarażenie społeczne rozkwitło. Do moich klas napływało sporo dziewcząt domagających się, aby inne dzieci zwracały się do nich, używając biologicznie niepoprawnych zaimków i „tożsamości płciowych”, takich jak „płynna płeć” i tym podobne.
Powiem szczerze, bycie „trans” jest popularne. Wiem, że dużo mówi się o ROGD – nagłej dysforii płciowej – ale z mojego doświadczenia z przyjaciółmi identyfikującymi się jako trans, wydaje mi się to raczej etykietą, którą można przykleić, by zdobyć popularność, a nie błędną diagnozą lub samodiagnozą trudnego nastolatka. Rozmawiając z Kelly o transpłciowości, zapytałam, co jej zdaniem może być oznaką, że ktoś jest „trans”, a ona odpowiedziała, że dysforia płciowa nie ma z tym nic wspólnego i że osoba może być „trans” bez odczuwania dysforii czy cierpienia, co bardzo mnie wtedy zaskoczyło.
Bycie częścią garstki „uciskanych”, walczących o przetrwanie w świecie pełnym nienawiści i transfobii dzieci transpłciowych, czyni cię niesamowicie popularnym. Ta postawa jest jeszcze bardziej widoczna w internecie, gdzie większość dzieci identyfikujących się jako transpłciowe po raz pierwszy zetknęła się z ideologią gender. Dlatego mamy „panseksualnych, niebinarnych, agenderystycznych, demiromantycznych” dziesięciolatków. To teraz modne cool i trendy, ale pociąga za sobą poważne konsekwencje, a „tranzycja społeczna” stawia dzieci identyfikujące się jako transpłciowe na drodze do chirurgicznego okaleczenia, sterylizacji i nieodwracalnych uszkodzeń [ciała].
Szkoła, dokonując „transformacji” tych dzieci, wyrządza wiele szkód i nie leży w najlepszym interesie dziecka identyfikującego się jako osoba transpłciowa. Co więcej, panuje tam kultura stuprocentowej afirmacji, gdzie każdy sceptycyzm jest piętnowany jako „transfobia”, a ja słyszałam, jak moi znajomi powtarzają hasło: „Jeśli myślisz, że możesz być transpłciowy, to prawdopodobnie nim jesteś”.
Poza tym jestem dziewczyną, która ma krótkie włosy i nosi spodnie, i wielokrotnie pytano mnie, czy przechodzę „tranzycję” i jakich zaimków wolałabym używać. Mam wrażenie, że w mojej szkole panuje DOKŁADNIE taka sama atmosfera i generalnie mamy do czynienia z masową radykalizacją dzisiejszej młodzieży na rzecz nienawistnej ideologii, która faworyzuje seksistowskie, regresywne stereotypy kosztem biologicznej prawdy. Uważam, że to naprawdę ważna kwestia – jak moje pokolenie podtrzymuje sztywne, regresywne stereotypy dotyczące tego, jaki powinien być chłopiec, a jaka dziewczynka: to tak, jakbyśmy nagle cofnęli się o pięćdziesiąt lat i znów bycie kobietą to nic więcej niż ładna sukienka, błyszczące szpilki, wyraźne zamiłowanie do szycia i upodobanie do Barbie. Różowy mózg.
Wzmacniają binarność, którą tak usilnie próbują zniszczyć, wsadzając każdą osobę do małego różowego lub niebieskiego pudełka, w zależności od jej osobowości i preferencji, niezależnie od biologii. W akademiku w dziewiątej klasie, dziewczyny z paczki, w której byłam, po kolei wymieniały swoje preferowane zaimki, a ja byłam zmuszona do tego z obawy przed ujawnieniem, że jestem krytyczna wobec płci. Na zajęciach wychowania fizycznego mojej młodszej koleżanki dziewczyny, z którymi była w drużynie, również pytały się nawzajem o preferowane zaimki.
Dzieci w szkole utożsamiają kobiecość z rzeczywistym BYCIEM kobietą, a męskość z dosłownym BYCIEM mężczyzną. Według nich nie ma czegoś takiego jak dziewczynka z krótkimi włosami, nosząca spodnie i lubiąca gry wideo – musi być chłopcem. Bardziej cenią regresywne, seksistowskie stereotypy niż biologiczną rzeczywistość płci.
W szkole działy się też inne rzeczy, na przykład gdy dziewczyny skarżyły się w szatniach, że rodzice nie pozwalają im kupić pasów uciskowych [tzw. binderów na piersi], a także twierdziły, że nie ma [tu] żadnych negatywnych skutków ubocznych (które jednak ISTNIEJĄ: złamania żeber, zwichnięcia barku, swędzenie, obrzęk, drętwienie, infekcje, trwałe oszpecenie piersi) i deklarowały, że kupią jeden i odejdą od rodziców. Dzieci, które „identyfikują się” jako osoby innej płci, mogą odmówić wejścia do szatni właściwej dla swojej płci i zamiast tego przebierają się w toaletach koedukacyjnych – w szkole mamy toalety zarówno jedno-, jak i dwupłciowe.
Jak już wspomniałam, każde znane mi dziecko wierzy w ideologię gender i często słyszy się, jak uczniowie zadają sobie nawzajem pytania w stylu: „jak się nazywa pociąg do osób niebinarnych?” (co, nawiasem mówiąc, brzmi „skolioseksualizm”) i inne tego typu. W szkole w pobliżu biur przewodniczącego klasy wisi plakat oferujący internetową „poufną, bezpieczną przestrzeń” dla uczniów LGBT+, a kiedy odwiedziłam ich stronę internetową, jedną z pierwszych rzeczy, jakie przeczytałam, było: „kobiety transpłciowe to kobiety, a mężczyźni transpłciowi to mężczyźni. To stwierdzenie oparte na zdrowym rozsądku”. Poza tym dzieci w szkole i wszyscy moi znajomi odmawiają nazywania matek matkami, a zamiast tego używają określeń takich jak „partnerka rodząca” na określenie matki i „partner nierodzący” na określenie ojca.
Zamiast mówić „mężczyzna” lub „kobieta”, by opisać osoby, które są albo płci męskiej, albo żeńskiej, używają określenia „afab” lub „amab”, absurdalnych terminów, które oznaczają „przypisanie płci żeńskiej przy urodzeniu” i „przypisanie płci męskiej przy urodzeniu”. Wygłaszają tyrady o nienawiści do „transfobów” i sekciarskiej wierności ideologii gender. To naprawdę przygnębiające, że nienawidzą ludzi takich jak ja, tych, którzy nie podzielają seksistowskiej i homofobicznej ideologii, która zagraża kobietom i dziewczętom.
Nauczyciele są beznadziejni w radzeniu sobie z tym, a niektórzy wręcz to zachęcają; zmienili imię jednej z moich przyjaciółek w oficjalnym rejestrze, miała wtedy jedenaście lat i identyfikowała się jako „transpłciowa” i „panseksualna”. Nauczyciele zwracają się do niej męskimi zaimkami i wydaje mi się, że jej „płeć” jest oficjalnie zarejestrowana jako męska, chociaż nie jestem pewna. Poza tym, niektórzy nauczyciele są naprawdę [wyznawcami] woke.
Przewodniczący klubu dyskusyjnego nosi odznaki z flagą dumy i boję się wyrazić swoją opinię podczas debaty, na wypadek gdyby nie była wystarczająco poprawna politycznie, a są jeszcze trzej nauczyciele, którzy prowadzą klub LGBTQ+ i którzy zabiegali o zaimki dla dzieci. Główna bibliotekarka również nosi odznaki dumy i stworzyła klub Równości, a także wystawę, na której prezentowano książkę o charakterze pornograficznym (chociaż wystawa została zdjęta).
Warto zauważyć, że moja szkoła zdecydowanie nie jest najgorsza – moje świadectwo jest stosunkowo łagodnym przykładem tego, jak ideologia gender może przeniknąć do szkoły. Słyszałem relacje rodziców i nauczycieli z Wielkiej Brytanii, gdzie każde dziecko musiało podać swoje preferowane zaimki, zanim zabrało głos w klasie; prezentacje PowerPoint uczące sześciolatków słów takich jak „płynna płeć” i „panseksualizm”; przerażające traktowanie nauczycieli i uczniów, którzy zabierają głos. To przerażające środowisko.
Musimy zwrócić uwagę na indoktrynację dzieci ideologią gender w szkołach oraz na nietolerancyjną i wrogą atmosferę, która towarzyszy wypowiadaniu się przeciwko niej. Widziałem na własne oczy żarliwe oddanie, jakie moi przyjaciele i koledzy z klasy okazują tej ideologii – jak już wspomniałem, słusznie przypomina ona sektę: ich niezłomna lojalność wobec ideologii, która w istocie sprowadza ludzi do bezsensownych stereotypów.
Co gorsza, szkoły promują takie podejście, narzucając dzieciom ideologię gender z oczywistymi uprzedzeniami politycznymi, a jednocześnie bez żadnych konsekwencji. Brak zabezpieczeń jest szokujący, co widać na przykładzie czatu grupowego „Równości”, gdzie oficjalnie uznany i zorganizowany przez szkołę klub prowadzi czat grupowy, na którym dziewczęta wymieniają się linkami do pornografii i rozmawiają o swoich ulubionych rodzajach pornografii oraz o uzależnieniu od narkotyków.
Wielokrotnie pisaliśmy do szkoły i mamy wrażenie, że nasze obawy nadal nie są traktowane poważnie. Nadszedł czas, aby rząd zaprzestał afirmacji i podsycania złudzeń oraz uspokoił atmosferę zajadle dogmatycznego wyrażania poglądów. Można to osiągnąć, wydając jasne wytyczne, które zapewnią neutralność polityczną w szkołach i zobowiążą dyrektorów szkół do nieprzedstawiania wysoce kontrowersyjnych ideologii jako faktów”.